NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Majówka

0

Majówka – Ciekawe miejsca na piknik

Zbiornik Sulejowski utworzony został w 1973 roku w wyniku przegrodzenia rzeki Pilicy pod Smardzewicami. Betonowo-ziemna zapora ma długość 1200 m i wysokość 16 m. Powierzchnia zbiornika wynosi 2700 ha, długość 17,1 km, maksymalna szerokość 2,1 km, średnia głębokość 3,3 m. Długość linii brzegowej wynosi 58 km, w tym 11 km na terenie gminy Wolbórz. Pojemność całkowita przy maksymalnym spiętrzeniu wynosi 95 mln m. sześć.
Położony jest na terenie czterech gmin: Mniszków, Sulejów, Tomaszów Mazowiecki i Wolbórz.
Są tutaj wspaniałe warunki do uprawiania sportów wodnych: kajakarstwa, windsurfingu, żeglarstwa i wędkarstwa.
W Bronisławowie funkcjonuje  port jachtowy Łódzkiego Klubu Regatowego „Latający Holender”. Jest on organizatorem Ogólnopolskich Regat o Puchar Ministra Edukacji Narodowej i Sportu. Są one kontynuacją regat o Puchar Prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu, których inauguracja miała miejsce w 1999 roku. Regaty nad Zalewem Sulejowskim na stałe wpisane są w kalendarz Polskiego Związku Żeglarskiego.

Na Majówkę –

Trasa rowerowa wokół Zalewu Sulejowskiego

To doskonały pomysł na wypad na rowery z przyjaciółmi, jak i rodzinny PIKNIK. Wśród dróg rowerowych przeważają drogi asfaltowe i szerokie leśne trakty. W okolicach rzeki Pilicy możemy podziwiać niezwykłe rozlewiska rzeki – pięknej, dzikiej i naturalnej.

Polecam odwiedzić też Klasztor Cystersów

Okolice Łodzi na rowerze

Okolice Łodzi na rowerze

Sieradz, Uniejów, Poddębice, Lutomiersk, Łódź

 

Utarło się, że województwo łódzkie ma swój specyficzny, przemysłowy i mało atrakcyjny turystycznie wizerunek. Że łatwo w Łódzkiem o postindustrialne klimaty, wielkie hale i nieczynne fabryki, a trudno znaleźć miejsce na wypoczynek wśród zielonej przyrody. Nic bardziej mylnego! Od kilkunastu lat, kiedy polskie województwa mają nowe granice, Łódzkie to także atrakcyjne, naturalne krajobrazy. Przekonałem się o tym, podczas rowerowej wycieczki po zachodniej części regionu.

I właśnie Flirtem Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej dotarłem do Sieradza, gdzie zaczynałem rowerową wycieczkę. Do centrum tego jednego z najstarszych miast Polski wjeżdża się przez kamienne, symboliczne bramy miejskie, mające podkreślać liczne zmiany dokonywane w obszarze śródmiejskim Sieradza, wokół Rynku Starego Miasta. Nowa nawierzchnia głównego miejskiego placu, sukcesywnie odnawiane elewacje kamienic, odważny „Pawilon na wodzie”, ale i efektowny stojak dla rowerów – wszystko to jest efektem trwającego od kilku lat programu rewitalizacji centrum Sieradza i na takim turyście jak ja robi bardzo sympatyczne wrażenie. Zaglądam jeszcze na również zrewitalizowane Wzgórze Zamkowe, rzucam okiem na Sieradzki Park Etnograficzny znajdujący się tuż obok, a potem drogą rowerową ruszam na właściwą trasę.

Zaraz po przekroczeniu Warty zaczynają się umocnienia tzw. Linii Warty – dwudziestu trzech żelbetonowych schronów wybudowanych w 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej. Pięć z nich, wybudowanych w pobliżu Sieradza, leży akurat przy wygodnej trasie przejazdu w stronę Uniejowa. Najpierw mijam trzy wkomponowane w wał przeciwpowodziowy, a dalej, po obu stronach przejazdu kolejowego, stoją

Uniejów – Termy

Najbardziej znanym miejscem w województwie łódzkim, wykorzystującym naturalną energię geotermalną, są Termy Uniejów, kompleks basenów usytuowanych nad samą Wartą. W poranek w powszedni dzień na uniejowskich basenach jest już kilkudziesiąciu amatorów ciepłych kąpieli. Do dyspozycji mają baseny wewnętrzne i zewnętrzne, grotę solną, sauny, zjeżdżalnie. Na podobne przybytki korzystające z geotermii trafiam jeszcze wielokrotnie, ale najbardziej efektowny wizualnie okazuje się otwarty zbiornik w Poddębicach

Okolice Łodzi na rowerze

Utarło się, że województwo łódzkie ma swój specyficzny, przemysłowy i mało atrakcyjny turystycznie wizerunek. Że łatwo w Łódzkiem o postindustrialne klimaty, wielkie hale i nieczynne fabryki, a trudno znaleźć miejsce na wypoczynek wśród zielonej przyrody. Nic bardziej mylnego! Od kilkunastu lat, kiedy polskie województwa mają nowe granice, Łódzkie to także atrakcyjne, naturalne krajobrazy. Przekonałem się o tym, podczas rowerowej wycieczki po zachodniej części regionu.

 

5 km
Trasa: Sieradz – Uniejów – Poddębice – Lutomiersk – Łódź
Pobierz plik gpx: www.znajkraj.pl-lodzkie-2015.gpx (46.99 KB).

Utarło się, że województwo łódzkie ma swój specyficzny, przemysłowy i mało atrakcyjny turystycznie wizerunek. Że łatwo w Łódzkiem o postindustrialne klimaty, wielkie hale i nieczynne fabryki, a trudno znaleźć miejsce na wypoczynek wśród zielonej przyrody. Nic bardziej mylnego! Od kilkunastu lat, kiedy polskie województwa mają nowe granice, Łódzkie to także atrakcyjne, naturalne krajobrazy. Przekonałem się o tym, podczas rowerowej wycieczki po zachodniej części regionu.

Pociąg Flirt w Sieradzu
Pociąg Stadler Flirt w Sieradzu

Z Gdańska do Łodzi przyjechałem nowym pociągiem w taborze PKP Intercity – Flirtem, wyprodukowanym w polskich Siedlcach przez szwajcarskiego Stadlera. Mój flirt z Flirtem niespodziewanie się przedłużył, gdy szaro-granatowy pociąg z Gdańska zatrzymał się na stacji w Łodzi tuż obok prawie bliźniaczych składów, jeżdżących w barwach Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Na kolejowych trasach wokół Łodzi kursuje dziś dwadzieścia tych nowoczesnych pociągów. Efektowny wystrój przestronnego wnętrza, biletomat na pokładzie każdego pociągu, miejsca dla niepełnosprawnych, haki na rowery. Czy można nie dostrzegać, jak fantastycznie zmienia się polska kolej?

Efektowny stojak na rowery na rynku w Sieradzu
Efektowny stojak na rowery na rynku w Sieradzu

I właśnie Flirtem Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej dotarłem do Sieradza, gdzie zaczynałem rowerową wycieczkę. Do centrum tego jednego z najstarszych miast Polski wjeżdża się przez kamienne, symboliczne bramy miejskie, mające podkreślać liczne zmiany dokonywane w obszarze śródmiejskim Sieradza, wokół Rynku Starego Miasta. Nowa nawierzchnia głównego miejskiego placu, sukcesywnie odnawiane elewacje kamienic, odważny „Pawilon na wodzie”, ale i efektowny stojak dla rowerów – wszystko to jest efektem trwającego od kilku lat programu rewitalizacji centrum Sieradza i na takim turyście jak ja robi bardzo sympatyczne wrażenie. Zaglądam jeszcze na również zrewitalizowane Wzgórze Zamkowe, rzucam okiem na Sieradzki Park Etnograficzny znajdujący się tuż obok, a potem drogą rowerową ruszam na właściwą trasę.

Bunkry Linii Warty z 1939 roku
Bunkry Linii Warty z 1939 roku

Zaraz po przekroczeniu Warty zaczynają się umocnienia tzw. Linii Warty – dwudziestu trzech żelbetonowych schronów wybudowanych w 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej. Pięć z nich, wybudowanych w pobliżu Sieradza, leży akurat przy wygodnej trasie przejazdu w stronę Uniejowa. Najpierw mijam trzy wkomponowane w wał przeciwpowodziowy, a dalej, po obu stronach przejazdu kolejowego, stoją dwa kolejne, bardziej odsłonięte. Wzruszają wypalone znicze, stojące w otworach strzelniczych. Przypominają, że stoję przed miejscem walki żołnierzy o ich życie i o naszą wolność.

Zbiornik wody w Poddębicach
Zbiornik wody w Poddębicach

Podczas mojej wycieczki korzystam z wydawnictwa „Szlaki rowerowe województwa łódzkiego„, dostępnej w pliku PDF na oficjalnej stronie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego. Szlak, którego znakami się będę kierował, swoją tematyką nieustannie wprowadza mnie w świetny nastrój. „Szlak gorących źródeł”, jak został nazwany, odkrywa mało znaną mi stronę województwa. Prowadzi po wielkim obszarze geotermalnych zasobów, będącym jednym ze skarbów Łódzkiego. I przywołuje miłe wspomnienia sprzed paru miesięcy, gdy jeździliśmy rowerami po Islandii, pełnej geotermalnych obiektów różnej wielkości i przeznaczenia.

Termy w Uniejowie
Termy w Uniejowie

Najbardziej znanym miejscem w województwie łódzkim, wykorzystującym naturalną energię geotermalną, są Termy Uniejów, kompleks basenów usytuowanych nad samą Wartą. W poranek w powszedni dzień na uniejowskich basenach jest już kilkudziesiąciu amatorów ciepłych kąpieli. Do dyspozycji mają baseny wewnętrzne i zewnętrzne, grotę solną, sauny, zjeżdżalnie. Na podobne przybytki korzystające z geotermii trafiam jeszcze wielokrotnie, ale najbardziej efektowny wizualnie okazuje się otwarty zbiornik w Poddębicach. Unoszące się tutaj kłęby pary przywołują na myśl sceny z Islandii.

Przed pięknym pałacem w Poddębicach
Przed pięknym pałacem w Poddębicach

Prawdziwą perłą podczas mojej wycieczki po Łódzkiem był pałac w Poddębicach. Asymetryczna bryła, dwukondygnacyjna loggia i ośmioboczna wieża stawiają go wśród najcenniejszych obiektów renesansu w Polsce. W okalającym pałac imponującym Ogrodzie Zmysłów powstało w tym roku kilkanaście intrygujących instalacji, zamieniających park w miejsce rodzinnej rozrywki w duchu edukacji. Zachwycając się walorami architektonicznymi pałacu warto jednak pamiętać o historii. To wciąż miejsce pamięci o wydarzeniach, takich jak powieszenie powstańców styczniowych po przegranej bitwie pod niedalekim Dalikowem.

Łódzki szlak konny
Łódzki szlak konny

O Łódzkiem warto także pamiętać, wybierając miejsce na urlop w… siodle. Od kilku lat rozwijany jest tutaj Łódzki Szlak Konny pod hasłem „Końska dawka przygody”. Zauważona w Uniejowie tablica informacyjna projektu mówiła aż o ponad 1800 kilometrów szlaków przeznaczonych dla koniarzy, a wiodących dookoła całego województwa. I o ponad 200 ośrodkach jeździeckich, stanowiących bazę dla turystów i ich rumaków. W tej chwili kilometrów szlaków jest już ponad 2000, a autorzy z Łodzi szczycą się tym, iż jest to największy kompleks tras konnych w – uwaga – Europie!

Zamku w Uniejowie
Armaty naprzeciw zamku w Uniejowie

Jeszcze więcej o atrakcjach województwa łódzkiego piszą znajomi blogujący podróżnicy. Iza, zawsze ujmująco prezentująca polski folklor, wspomina Muzeum Wsi Księstwa Łowickiego w Maurzycach, a Marzena i Janek na pięknych zdjęciach pokazują Bolimowski Park Krajobrazowy. Oddany średniowiecznej architekturze Darek opisuje kolebkę polskości – kolegiatę w Tumie, a o niepozornym podłódzkim Lutomiersku pięknie opowiada na filmie Igor. Namawiam do odwiedzin! 🙂

Na rowerowym szlaku Gorących Źródeł
Na rowerowym szlaku Gorących Źródeł

Podczas mojej dwudniowej wycieczki po Łódzkiem nie widziałem przemysłowych klimatów, które nauczyłem się przywoływać myśląc o województwie łódzkim. Nawet mimo panującej jesieni, a monentami – zimy, było bardzo zielono, naturalnie, a kilkunastokrotnie widziane ślady bobrów podkreślały bliskość z naturą. Brakowało dróg rowerowych, ale spokojne, puste asfalty nad Wartą i Nerem gwarantowały bezpieczną jazdę. I te gorące źródła – niby Łódzkie, a tak bardzo Islandia 🙂

Szymon Nitka

Obozy rowerowe

Obóz rowerowy

Janów Lubelski – obóz rowerowo-kajakowy

W Parku Rekreacji Zoom Natury można będzie poznać świat przyrody poprzez aktywne doświadczanie i eksperymentowanie. obozy roweroweZnajduje się tam park linowy, plac energii z fontannami, siłownia zewnętrzna tajemniczy exit room, Park Wodny i Park Kreatywny. Piaszczysta plaża nad Zalewem Janowskim zachęca do plażowania i kąpieli. Kompleks Parku Krajobrazowego Lasów Janowskich możecie podziwiać w trakcie wycieczek pieszych, rowerowych, wypraw samochodami terenowymi, spływów kajakowych i jazd konnych. Zapraszamy na obóz rowerowy. Pełne wyżywnienie – wyjazd z Łodzi – Wiecej informacje

Borne Sulinowo – obóz kajakowo-rowerowy

Borne Sulinowo oraz przyległy poligon, który rozciąga się aż do „miasta widma” Kłomina, zawsze owiane było tajemnicą. Choć wojska radzieckie oficjalnie nie posiadały w Polsce rakiet strategicznych z głowicami atomowymi, to w pobliżu poligonu pozostały po nich potężne silosy rakietowe, w których najprawdopodobniej było to „nieistniejące” uzbrojenie. To i wiele innych faktów powoduje, że atmosfera tajemniczości towarzyszącą miastu nie przemija i co jakiś czas wraca z nową siłą. Kompleks ośrodków, w których będziecie zakwaterowani, położony jest w lesie, niedaleko jeziora Pile. W okolicy znajdują się boiska ze sztuczną nawierzchnią do koszykówki i piłki nożnej, boisko do siatkówki plażowej oraz hala sportowa, a także mały kryty basen. Po intensywnym szkoleniu nie zabraknie czasu na plażowanie nad czystym jeziorem. Dla wszystkich obozów zorganizowane zostaną: nocne podchody, zawody w terenie, na stadionie lub w hali sportowej, zwiedzie bunkrów Wału Pomorskiego, przejażdżka wojskowymi środkami transportu po poligonie, ćwiczenia elementów musztry, zajęcia strzeleckie, marsz z elementami survivalu oraz zabawy integracyjne. Dzień zakończymy wieczorkiem przy muzyce bądź ogniskiem. Zapraszamy na obóz rowerowy. Pełne wyżywnienie – wyjazd z Łodzi Wiencej informacij.

Bachorze – obóz kajakowo-rowerowy

Bachorze to niewielka miejscowość położona ok 15 km od Chojnic w otulinie Parku Narodowego Borów Tucholskich. Podczas obozów i kolonii będziesz miał okazje spróbować swoich sił w rożnego rodzaju sportach wodnych, wybierzesz się na wędrówkę rowerową lub wypłyniesz w rejs żeglarski. A to dopiero początek emocji! Dla prawdziwych „wilków morskich” zorganizowaliśmy kurs na patent żeglarza jachtowego. Jeżeli lubisz wypoczywać nad wodą ale nie jesteś entuzjastą sportu zapraszamy do skorzystania z programu plastycznego lub komandos junior. Wieczory spędzicie w gronie przyjaciół, a czas umilą Wam gry towarzyskie, ogniska i dyskoteki.
Ośrodek Wypoczynkowy „Natura” położony jest nad jeziorem Charzykowskim, na terenie ośrodka znajdują się pawilony hotelowe, sale konferencyjne, sala TV, sala taneczna, kawiarnia, prywatna plaża ze strzeżonym kąpieliskiem, miejsce na ognisko i grill, boiska do piłki nożnej, ręcznej, koszykówki, siatkówki plażowej oraz kort tenisowy. Oprócz zajęć specjalistycznych opisanych w programach poszczególnych obozów wszyscy uczestnicy (za wyjątkiem kursu na patent żeglarza) przez 1,5 godziny dziennie realizować będą zajęcia do wyboru: ścianka wspinaczkowa, trampolina, slackline, most linowy, strzelanie z łuku i wiatrówki, zajęcia taneczne, siatkowa piłka plażowa, tenis stołowy, wędrówka kajakowa, rejs żeglarski. Wszystko to do Waszej dyspozycji! Zapraszamy na obóz rowerowy. Pełne wyżywnienie – wyjazd z Łodzi Wiencej informacij.

Rybakówka, Święty spokój – trasa 23 km

Rybakówka, Święty spokój – trasa 23 km

Rybakówka to restauracja obiektu rekreacyjno-wypoczynkowego “Święty Spokój” w samym sercu przepięknie położonych stawów, w pobliżu Królewskich Źródeł.

Restauracja urzeka miłośników świetnego jedzenia i tradycyjnej kuchni polskiej z oryginalnością. Nasi kucharze przygotują potrawy z najlepszych naturalnych składników z wykorzystaniem między innymi ryb z tutejszych stawów, dobrodziejstw lasów oraz hodowli pobliskich rolników. wiecej

oskartravel.pl

Tuszyn Młynek 18 km 1h

Tuszyn Młynek 18 km 1h trasa rowerowa

„Młynek” zlokalizowany jest przy ul. Sportowej 3/5 w Tuszynie. Jest to teren polodowcowy ze wzgórzamimorenowymi w odległości zaledwie 18 km od Łodzi. Miejsce oferuje niezwykły mikroklimat: sosnowy, polodowcowy las na wydmach, piaszczystą plażę o powierzchni ok. 3 ha. Cały kompleks, to obszar 11 hektarów.

 

wycieczki rowerowe lodz
wycieczki rowerowe lod

Tuszyn Młynek 18 km 1h zapraszamy na wycieczkę

 

wycieczka rowerowa lodz
wycieczka rowerowa lodz

 

Oskartravel.pl

Zello – kanał – trasy rowerowe lodz

Zello trasy rowerowe lodz

Program Zello do rozmowy na rowerze – Walkie Talkie – woki toki do ściągnięcia za darmo Program zello do popbrania zello trasy rowerowe lodz

Program jest darmowy dla wałsnego wykorzytsnia.

Po zaistalowaniu wyszukaj kanał trasy rowerowe lodz podłacz słuchawaki i rozamwaiaj 🙂

Jak zainstlować ? film na youtube

Po zainstalowaniu wyszukaj kanał trasy rowe lodz

lub wejdź na https://zello.com/trasyrowerowelodz

WYBIERZ ROWER ZAMIAST KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ

WYBIERZ ROWER ZAMIAST KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ

Koronawirus w mgnieniu oka zmienia naszą codzienność, odwoływane są kolejne wydarzenia, wydawane kolejne dyspozycje co powinniśmy zrobić, aby zatrzymać epidemię. Poniżej znajdziecie krótki tekst o tym, jak rower może pomóc nam w uchronieniu się przed zarażeniem, a dalej i rozprzestrzenianiem choroby.

Ten tekst nie będzie traktował o tym, ile osób w Polsce jest zarażonych czy jakie są prognozy odnośnie epidemii – w internecie znajdziecie wiele rzetelnych informacji na ten temat, więc uznajemy to za zbędne. Faktem jest, że koronawirus zmienia naszą codzienność – dziś rano zobaczyliśmy w sieci zdjęcia opustoszałego Mediolanu, co mocno wpływa na wyobraźnię.

Organizacje międzynarodowe i rządowe przekazały wiele cennych rad, jak powinniśmy chronić się przed zarażeniem. Podstawą jest oczywiście restrykcyjne dbanie o higienię, częste mycie rąk mydłem i ciepłą wodą (długo, minimum 30 sekund). Zachowywanie bezpiecznej odległości od innych osób. Powinniśmy ograniczyć w najbliższym czasie podróże, ale także uczestwnictwo w imprezach czy unikać dużych skupisk ludzi, przede wszystkim tych w zamkniętych pomieszczeniach. W tym miejscu warto wspomnieć, jak bezpiecznym i pomocnym środkiem transportu może okazać się rower.

WYBIERZ ROWER ZAMIAST KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ

Nie musimy mówić dlaczego – komunikacja publiczna jest miejscem potencjalnie niebezpiecznym, przestrzenie pomiędzy pasażerami są niewielkie, a wirus roznosi się drogą kropelkową. Jeśli nie możesz w pracy skorzystać z tzw. „home office”, to zdecydowanie powinieneś iść do biura pieszo lub właśnie rowerem. 

ROWER PODNOSI ODPORNOŚĆ

Jest jeszcze jeden, poboczny skutek jazdy rowerem, chociaż ten odczuwany jest raczej w po dłuższym czasie – używanie dwóch kółek jako całorocznego środka transportu pozwala podnieść odporność organizmu. I to potwierdza praktycznie każdy, kto roweru używa do komunikacji na co dzień, a nie tylko od święta.

WIZYTA NA SIŁOWNI NIE JEST DOBRYM POMYSŁEM

Jeśli lubicie trening indoorowy, to prawdopodobnie Wasza siłownia / centrum fitness albo już ogłosiła przerwę od zajęć, albo zrobi to w najbliższej przyszłości – i dobrze, bo trening w zamkniętym pomieszczeniu w bliskim sąsiedztwie obcych osób nie jest w naszej, bądź co bądź kryzysowej sytuacji, dobrym pomysłem. Lepszym pomysłem będzie pójście po prostu na trening na świeżym powietrzu.

artykuł z portal.bikeworld czytaj wiecej

Rower elektryczny super moc

srower elektrycznysuper moc

MATEUSZ ŁYSOŃ22 MARCA 2020KOMENTARZY: 4

Nie chcecie rozstawać się ze swoim rowerem, ale z utęsknieniem patrzycie na elektryczne wspomaganie? W takim razie system Lightest z Indiegogo będzie dla Was idealny!

Zwykle zestawy do „elektryzowania” naszych rowerów sprowadzają się do silnika na jednym z kół. Jednak Lightest idzie w inną stronę, sprowadzając się do dodatku w pobliże korby. Jego nazwa z kolei określa to, jaki w gruncie rzeczy jest – ponoć najlżejszy na rynku, co potwierdza jedynie 1,6 kg wagi, która jednak nie obejmuje zestawu akumulatorów.REKLAMA

Za Lightest odpowiada włoski startup Bikee Bike, który jest tańszą i lżejszą wersją wcześniejszego produktu firmy. Zapewnia przy tym 90 Nm momentu obrotowego i wiele poziomów mocy, nad którymi czuwa czujnik moment pedałowania.

Montaż Lightest sprowadza się do przykręcenia systemu do dolnej części ramy w taki sposób, aby przylegał do suportu. Później wystarczy poprowadzić łańcuch wokół dodatkowych i głównej zębatki, aby cieszyć się wspomaganiem. To jest dostępne w wersji 250, 500, 740 i 1000-watowej, która zapewnia wspomaganie kolejno do prędkości 25, 35, 42 i 50 km/h.

W ofercie znajdziemy również cztery zestawy akumulatorów litowo-jonowych Samsunga o pojemności od 250 do 840 watogodzin. W zależności od silnika, z którym są połączone, powinny zapewniać zasięg od 30 do 180 km. Cały system oferuje dodatkowo dziewięć poziomów wspomagania, współpracuje z wyświetlaczem LCD na kierownicy i zapewnia nawet opcjonalne hamowanie regeneracyjne.

Na Indiegogo Lightest w najtańszym wydaniu, a więc z 250 W silnikiem i 250 Wh baterią kosztuje 538 dolarów, podczas gdy 949 dolców przyjdzie nam wyłożyć na 1000 W i 840 Wh wersję.

Artykuł udostępniony ze strony whatnext czytaj więcej..

Miasto chce pomóc przedsiębiorcom. Pieniądze pochodzą z przetargu na Rower Miejski

Miasto chce pomóc przedsiębiorcom. Pieniądze pochodzą z przetargu na Rower Miejski

MJ2020-03-23 | ŁÓDŹUDOSTĘPNIJ:

System Roweru Miejskiego ma wrócić do Łodzi na wiosnę 2021 roku/fot. TVP3 Łódź
System Roweru Miejskiego ma wrócić do Łodzi na wiosnę 2021 roku/fot. TVP3 Łódź

Na wsparcie biznesu po pandemii koronawirusa władze Łodzi zamierzają przeznaczyć 10 mln zł. Część tej kwoty ma pochodzić z nierozstrzygniętego przetargu na Rower Miejski.

Miasto zaoferuje lokalnym przedsiębiorcom odroczenie, rozłożenie na raty i umorzenie odsetek czynszów, dzierżaw i podatków od nieruchomości oraz od środków transportu.

– Propozycją pokryzysowego wsparcia łódzkiego biznesu będą poręczenia kredytowe, kredyty, pożyczki i dotacje celowe. Na ten cel postanowiliśmy alokować do Łódzkiego Funduszu Poręczeń Kredytowych kwotę 10 mln zł. Fundusz ten pozwoli na rozruszanie koniunktury i pobudzenie lokalnego rynku oraz na pokrycie pewnych strat spowodowanych przez epidemię – tłumaczy Adam Pustelnik, społecznym pełnomocnik prezydent miasta Łodzi ds. kontaktów z inwestorami.

Jak poinformowała prezydent miasta, Hanna Zdanowska, część pieniędzy z funduszu będzie pochodzić z przetargu na Rower Miejski, który w tym roku zostaje odwołany.

Rower Miejski dopiero w 2021 roku

Artykuł z lodz tvp – czytaj wiecej ..

XVIII Rajd Tour de Kalonka

0

Tour de Kalonka

Sobota, 21 września 2019 o 10:00 – 14:00

Jak dojechać klikni tu

Formularz zgłoszeniowy klikni tutaj

Opłaty

20 zł – dorośli

10 zł – dzieci, uczniowie, studenci oraz emeryci

Płatność uiszcza się na miejscy w dniu Rajdu

Trasy piesze:

  • Trasa Nordic Walking – 7 km – Trasa do Lasu Dobieszkowskiego lub na najwyższe wzgórze wytyczona i prowadzona przez ekspertów – pracowników Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Trasy nie ma na mapie, ale nie boimy się jej rekomendować – kto lepiej zna tereny parku i ciekawe miejsca na trasie niż opiekunowie terenów, którzy robią to zawodowo? W trakcie wycieczki można liczyć na potężną dawkę o florze i faunie okolicy, a może też i opowieści z poprzednich lat TdK.

Trasy rowerowe:

  • Trasa żółta „Figlotour” – 7 km -Trasa żółta – właściwa trasa dookoła Kalonki, idealnie nadaje się dla dzieci od 5-go do 11-go roku życia bez specjalnego przygotowania rowerowego. Grupę ponownie poprowadzi ekspertka od figli na rowerze, która nie boi się pracy z dziećmi. Prośba do rodziców, którzy pojawią się na trasie o przygotowanie siebie i dzieci oraz sprzętu rowerowego do wspólnej jazdy bez zbędnych przestojów na pompowanie kół i regulowanie siodełek.
  • Trasa niebieska – około 26 km –
  • Trasa czarna – 30 km – Trasa czarna wiedzie m.in. przez malownicze tereny  Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich (Las Dobieszkowski, Las Janinowski). Trochę podjazdów i szybkich zjazdów. Tempo bardzo żwawe, trasa dla zaawansowanych. Planowany jest tylko jeden przystanek – na pajdę chleba ze smalcem w Plichtowie. Grupę poprowadzą nasi wolontariusze “zawodowcy”, trzeba przygotować się na terenowe atrakcje, ponieważ pomysłodawcy trasy lubią (dosłownie) zmieszać koła z błotem.Przed startem wszyscy uczestnicy dostaną mapkę z miejscami, gdzie są zamontowane słupki i miejscami do dziurkowania.
Tour de Kalonka
Tour de Kalonka

Aukcja Biura Rzeczy Znalezionych.

0

Aukcja Biura Rzeczy Znalezionych. Na sprzedaż rowery, narzędzia, portfele i inne 19.04.2019 11:06 Adam Góra / WZKzM kategoria: Miasto 8 maja o godz. 10:00 w sali przetargowej w budynku Urzędu Miasta Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 153 (dawny pałac ślubów) po raz pierwszy odbędzie się aukcja Biura Rzeczy Znalezionych.

Podczas aukcji będzie można wylicytować przedmioty zagubione czy porzucone przez właścicieli, które przeszły na własność Miasta Łodzi. Biuro Rzeczy Znalezionych przygotowało 56 przedmiotów przyjętych w okresie od 22 czerwca do 31 grudnia 2015 r. 

Wśród nich jest m. in.: kilkanaście rowerów, torby, plecaki, portfele, parasolki, drobna biżuteria, ale też wiertarki czy szlifierka.

Przedmioty przygotowane na aukcję można obejrzeć w dniach 24-26 kwietnia, po wcześniejszym umówieniu telefonicznym, w sali przetargowej w budynku Urzędy Miasta Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 153.

Zdjęcia przedmiotów oraz ogłoszenie zamieszczone są w Biuletynie Informacji Publicznej UMŁ.

Trzecim miastem, infrastruktury rowerowej jest Łódź

0

Trzecim miastem, które może się pochwalić znaczącym rozwojem infrastruktury rowerowej jest Łódź. W mieście jest obecnie 188 km dróg rowerowych. Od 2011 roku przybyło ich w mieście aż 150 kilometrów. Także tu, podobnie jak w Warszawie i we Wrocławiu działa system rowerów miejskich – łodzianie mają do dyspozycji 157 stacji i 1584 rowery. Do tego, w Łódzkiem jesienią ruszyć ma także wojewódzki system rowerów publicznych. Stacje i parkingi z jednośladami do wypożyczania zostaną zlokalizowane przy trasach Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej – w Koluszkach, Kutnie, Łasku, Łowiczu, Łodzi, Pabianicach, Sieradzu, Skierniewicach, Zduńskiej Woli oraz Zgierzu. – W ten sposób system „park and ride”, czyli „zaparkuj i jedź” rozszerza swoją formułę – mówi marszałek województwa łódzkiego Witold Stępień. – Do stacji kolejowych nie tylko będzie można dojechać samochodem czy komunikacją miejską, ale również rowerem publicznym – podkreśla.

W ramach systemu „rowerowe Łódzkie” powstać ma 125 stacji rowerowych z 1002 rowerami do wypożyczenia. Do tego będzie też 15 parkingów na rowery prywatne.

Rowerowy “skok cywilizacyjny”

Boom na budowę infrastruktury rowerowej trwa, a w ciągu kilku ostatnich lat wzrost wydatków na ten cel jest wręcz skokowy. W 2011 roku kilka miast, m.in. Kalisz, Kielce, Elbląg, Zamość nie wydały żadnych środków własnych na budowę wyłącznie dróg dla rowerów. Podobnie było w Opolu czy Nowym Sączu, gdzie w roku 2011 wydatki na infrastrukturę rowerową wyniosły… zero złotych. Owszem, jakieś ścieżki powstawały, ale najczęściej przy okazji remontów dróg. Wówczas przebudowywana była nie tylko jezdnia, ale również cała infrastruktura piesza i rowerowa. W 2017 r. jest już zdecydowanie lepiej. Przykładowo, Kalisz wydał ponad pół miliona złotych na ścieżki dla jednośladów. Podobnie uczyniły inne miasta: Elbląg (3,9 mln zł), Zamość (1,1 mln zł) oraz Kielce (198 tys. zł). W Nowym Sączu na budowę ścieżek rowerowych rok temu wydano 1,7 mln zł a w Opolu blisko 1,3 mln.

Przekłada się to na coraz większą sieć ścieżek. W 2011 roku rowerzyści z Elbląga mieli do dyspozycji ok. 35 kilometrów, natomiast pod koniec 2017 r. gotowych było ponad 44 km. W ciągu sześciu lat w Kielcach sieć urosła ponad dwukrotnie – z 25 km do 53 km. Znaczący wzrost widać również w innych miastach. Obecnie w Lublinie cała infrastruktura dobiła do poziomu 150 km (licząc wszystkie ciągi rowerowe).

Wszystko pięknie, ale…

Wydawać by się mogło, że po tak znaczących inwestycjach rowerzyści i miejscy aktywiści z wszystkich wyżej wymienionych miast powinni mieć powody do zadowolenia. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego. Jak mówi nam radna niezrzeszona i kandydatka koalicji „Tak” na prezydenta Łodzi Urszula Niziołek-Janiak, poza rozwojem roweru publicznego, zostaliśmy mocno w tyle w stosunku do większości wielkich miast. – W porównaniu ze standardem, do którego powinniśmy dążyć jesteśmy „w polu” – mówi. – Łódź od siedmiu lat ma podpisaną Kartę Brukselską, jednak aby zrealizować zawarte w niej postulaty, przy obecnych wydatkach i podejściu, przez dziesiątki lat nie uzyskamy wskazanych w niej celów – podkreśla. – Jesteśmy też daleko w tyle z poprawą bezpieczeństwa na drogach mimo powołania Miejskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, co powoduje, że ludzie boją się poruszać rowerami po jezdniach.

Radna przypomina, że Karta Brukselska, którą Łódź podpisała w 2011 roku to obowiązujący od 2009 roku międzynarodowy dokument, zakładający promocję ruchu rowerowego i osiąganie konkretnych rezultatów. – Karta zakłada, że do 2020 roku komunikacja rowerowa stanowić będzie 15 procent ruchu miejskiego – mówi radna Niziołek-Janiak. – Do tego, ryzyko wypadków rowerowych ma się zmniejszyć do 50 procent a miasto ma mieć opracowany system parkingów rowerowych i polityki przeciwko kradzieży rowerów – wymienia radna. – Jednoślady powinny też służyć do dojazdów do szkoły czy pracy. Tyle, że w przypadku Łodzi ten dokument został na papierze a „rzeczywistość skrzeczy” – podkreśla Niziołek-Janiak. – Władze Łodzi nie mają spójnej koncepcji na mobilność miejską. Kompletnie lekceważy się ruch pieszy, tramwaje stoją w korkach a przy ruchu rowerowym stawia się na działania niespójne, które nie zapewniają ciągłości tras, bo są wynikiem inwestycji drogowych, a nie przemyślanej realizacji strategii rowerowej – mówi. – W efekcie mamy chaos i rowerzystów, którzy zamiast jeździć po mieście płynnie, co chwila muszą zsiadać z rowerów by, albo – przejść przez przejście dla pieszych, bezpiecznie włączyć się do ruchu albo zgodnie z przepisami przebyć „dziurę” między kawałkami infrastruktury rowerowej.

Jak wyjaśnia Niziołek-Janiak, często wbrew zastrzeżeniom rowerzystów drogi rowerowe pojawiają się w miejscach, gdzie korzystniejsze byłyby inne rozwiązana, lokowane są po stronie jezdni przy której nie ma budynków, sklepów czy punktów usługowych, a na dodatek są prowadzone w sposób generujący konflikty różnych uczestników ruchu. – A z kolei nie ma ich tam, gdzie można spodziewać się dużego ruchu i jest miejsce na drogi dla rowerów – dodaje – Skutki widać w okolicach dworca Łódź Fabryczna, gdzie zamiast dróg dla rowerów mamy kuriozalne ciągi pieszo-rowerowe. Takich przykładów jest wiele a efekty są takie, że zupełnie niepotrzebnie, przez brak wyobraźni rosną zagrożenia i dla rowerzystów, i dla pieszych. – wyjaśnia Niziołek-Janiak. – Pierwszą rzeczą, którą bym zrobiła byłyby masowe i tanie działania w ciągłość tras – wyjaśnia. – To wyznaczenie kontrapasów lub kontraruchu na wszystkich ulicach jednokierunkowych i wyeliminowanie miejsc, w których trasy się urywają lub gdzie wygenerowano konflikty z innymi użytkownikami – podkreśla radna.

Według Niziołek-Janiak, infrastruktura rowerowa jest dla obecnych władz raczej „kwiatkiem do kożucha” a nie elementem normalnego, zrównoważonego miasta.

Rowerowi aktywiści: My swoje, miasta swoje. W efekcie budują bez sensu

Zdaniem aktywistów rowerowych z całej Polski podejście władz miejskich do problemu „urowerowienia” miast jest nieco niefrasobliwe. Przykładem może być Lublin, gdzie – jak podkreśla Krzysztof Kowalik z organizacji Lublin Rowerem – od 2015 roku do 2018 przybyło ok. 48 km dróg rowerowych. – To połowa tego, co miało powstać według miejskiej Strategii Realizacji Systemu Dróg Rowerowych – mówi. – Strategia ta wskazuje, że w Lublinie należy wybudować 203 km tras rowerowych między 2015 a 2022 rokiem. To pozwoliłoby bezpiecznie i wygodnie poruszać się rowerem oraz osiągnięto by wskaźniki zakładane w polityce rowerowej – podkreśla Kowalik.

Jak wyjaśnia, rowerzyści chcieliby ”dobić” do założeń, według których w 2020 r. 10 procent wszystkich podróży będzie odbywało się za pomocą jednośladu. Ich zdaniem obecny wskaźnik zatrzymał się na trzech procentach. – Drogi rowerowe, które powstały z punktu widzenia ruchu rowerowego nie są najważniejsze – mówi działacz organizacji Lublin Rowerem. – One powstały głównie przy inwestycjach drogowych. Natomiast najważniejsze dla rowerzystów są trasy związane z dojazdami z dzielnic do centrum. Obecnie tylko jedna trasa rowerowa pozwala na dojazd do centrum. To droga wzdłuż Bystrzycy – podkreśla Kowalik.

Wskazuje, które trasy miasto powinno wybudować w pierwszej kolejności, by ułatwić dojazd rowerem do centrum Lublina. Są to trasy łączące Drogę Męczenników Majdanka z Mostem Kultury, Filaretów z al. Smorawińskiego, al. Kompozytorów Polskich z Wieniawską, al. Spółdzielczości Pracy z Bajkowskiego oraz od ronda Rotmistrza Pileckiego do placu Zamkowego.

Lubelska organizacja rowerowa – wzorem wielu innych w całym kraju – proponowała wiele usprawnień dla cyklistów. Ich zdaniem, żadnego nie udało się zrealizować. A miały to być, m.in. pasy rowerowe na ul. Głębokiej, wyznaczenie brakujących przejazdów rowerowych na ul. Zemborzyckiej, oznakowanie skrótów rowerowych czy stworzenie łączników rowerowych. – Symbolem niemocy jest oznakowanie na ul. Narutowicza. Choć oznakowanie pionowe dopuszcza skręt rowerem w ulicę z kontraruchem to linie poziome tego zabraniają. Błędu tego nie udało się naprawić od 2015 roku. Innym symbolem jest skarpa w wąwozie Jana Pawła II, która osunęła się na drogę rowerową w 2014 roku. Do dziś nie została uprzątnięta – tłumaczy Kowalik.

Taką rozbieżność między oczekiwaniami rowerzystów a planami i działaniami władz samorządowych daje się dostrzec w wielu innych miastach.

Urzędnicy: budujemy, łączymy, rozwijamy

Z diagnozą aktywistów rowerowych nie zgadzają się łódzcy urzędnicy. Jak przekonuje nas Tomasz Andrzejewski, rzecznik Zarządu Dróg i Transportu, drogi rowerowe powstają w Łodzi praktycznie przy każdej okazji. – Budujemy je przy każdej większej przebudowie dróg. Tu przykładem mogę być te przy Rojnej, Rydzowej, Inflanckiej czy alei Bartoszewskiego – mówi.

Pytany, czy tego rodzaju inwestycji możemy spodziewać się wyłącznie “przy okazji” remontów dróg, odpowiada że w Łodzi ścieżki dla cyklistów powstawały i powstają także niezależnie od inwestycji drogowych. – Docelowo mają one stworzyć kompletną sieć – przekonuje.

Andrzejewski wyjaśnia, że tego rodzaju ścieżki dla rowerzystów – niezależne od remontów dróg – powstały na trasie W-Z, na Paderewskiego, Rzgowskiej, Bandurskiego czy osiedlu Mania. – Nowością jest też wykonany w tym roku most dla rowerzystów łączący ulicę Siewną z Krakowską – mówi.

Jak zapewnia rzecznik ZDiT, sieć dróg rowerowych jest regularnie uzupełniana pasami dla rowerzystów, kontraruchem na ulicach jednokierunkowych, oraz „sierżantami rowerowymi” i śluzami przed skrzyżowaniami, które ułatwiają zmianę kierunku. – W planach, aby uzupełnić istniejąca siatkę połączeń mamy do wybudowania drogi rowerowe na alei Wyszyńskiego, czy ulicy Warszawskiej i Łagiewnickiej – podkreśla. – W tym roku realizujemy też dwie małe inwestycje i jedną znaczącą dla połączenia Bałut z centrum, która zakończy się w przyszłym roku. Będzie to około trzech kilometrów nowych dróg rowerowych, z których część zapewni łatwy dojazd do Manufaktury i na Piotrkowską – zaznacza Andrzejewski.

Jak spaść z rowerowego podium, czyli krótka historia Gdańska – (byłej) rowerowej stolicy Polski

W Gdańsku rozbudowa infrastruktury rowerowej trwa od lat. Miasto chwali się, że w 2011 roku na same ścieżki rowerowe wydano ponad 8,3 mln zł co stanowiło niecały jeden procent budżetu inwestycyjnego. Sześć lat później na poprawę infrastruktury rowerowej wydano 2,6 mln zł. W tym czasie w Gdańsku przybyło ponad 70 kilometrów ścieżek. Według danych przedstawionych przez urzędników w czerwcu tego roku rowerzyści mieli do dyspozycji 177 km. Zupełnie inaczej widzą to miejscy aktywiści.

Roger Jackowski z Rowerowej Metropolii nie zgadza się ze wszystkimi danymi, które przekazuje Urząd Miasta w Gdańsku. Przypomina, że w 2011 r. za kwotę ponad 8 mln zł można było wybudować ok. 20 km drogi rowerowej wysokiej jakości, natomiast już w 2017 r. za 2,6 mln zł powstać mogło ok. 2 km takiej ścieżki. Ma poważne zastrzeżenia do podanej przez urzędników aktualnej długości dróg dla jednośladów. Przedstawia konkretne wyliczenia: wydzielone drogi rowerowe – 121,1 km, ciągi pieszo-rowerowe z pierwszeństwem pieszych – 18,1 km, chodniki z dopuszczonym ruchem rowerów (od ciągu pieszo-rowerowego – 30,5 km, pasy rowerowe w jezdni – 7,7 km, pasy autobusowo-rowerowe – 0,7 km. Dodaje że zgodnie z definicją z rozporządzenia ministra transportu za ”ścieżki rowerowe” można uznać jedynie 146,9 km infrastruktury. Niedopuszczalne jest zaliczanie do ścieżek rowerowych chodników z dopuszczeniem ruchu rowerowego.

Czy wydatki miasta zadowalają rowerowego aktywistę? – Moim zdaniem, obecne wydatki miasta na ścieżki rowerowe są na kompromitującym poziomie, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę deklaracje, które padły na początku kadencji – co najmniej 50 km ścieżek w ciągu czterech lat – czy poziom nakładów na akcje public relations, służące do podtrzymywania obrazu Gdańska jako „rowerowej stolicy Polski” – mówi Jackowski. – Również nakłady na utrzymanie istniejącej infrastruktury i jej remonty są na niezadowalającym poziomie, co widocznie odbija się na stanie i jakości infrastruktury. To braki w oczyszczaniu, odśnieżaniu, fatalna jakość oznakowania poziomego, nieco „podratowana” projektem z Budżetu Obywatelskiego z 2016 r. – tłumaczy.

Jackowski uważa, że Gdańsk wykonał świetna pracę w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. Jego zdaniem dalszy postęp został zahamowany i obecnie, od kilku lat obserwuje stagnację, a nawet pogarszanie standardów jakości i parametrów istniejących tras rowerowych. – Poziom infrastruktury oceniam na trójkę z plusem, ale 90 proc. z niej to osiągnięcia sprzed lat, dzięki którym Gdańsk słusznie otrzymał miano rowerowej stolicy Polski – mówi. – Niestety, rozwój infrastruktury nie jest kontynuowany na odpowiednim poziomie, zaś kluczowe trasy, zwłaszcza w Śródmieściu i na południu miasta nie powstają – dodaje rowerzysta.

Według Jackowskiego do zrobienia pozostaje ok. 150 km ścieżek rowerowych i innych udogodnień. Wówczas będzie można uznać, że miasto posiada spójny system komunikacji rowerowej. – Najpilniejsze potrzeby to m.in. podłączenie dzielnic południa Gdańska, gdzie około sto tysięcy osób nie ma wygodnego dojazdu rowerem, zapewnienie ciągłości tras, zwłaszcza w Śródmieściu Gdańska, gdzie jest wiele fatalnych dziur i barier rowerowych – wymienia. – Do tego, zapewnienie choć jednej trasy łączącej dzielnicę Osowa z resztą miasta oraz usunięcie licznych dziur i bubli na istniejących trasach, zwłaszcza na al. Grunwaldzkiej przy granicy z Sopotem – kwituje rowerowy aktywista z Gdańska, do niedawna uznawanego za rowerową stolicę Polski.

Rower miejski rozrasta się w całej Polsce. I cała Polska do niego dopłaca, i… nie narzeka

Powstające nowe ścieżki rowerowe, które pojawiają się w kolejnych polskich miastach oraz rozrastające się systemy rowerów miejskich teoretycznie powinny cieszyć, jest jednak jedno „ale”. Jak się okazuje, do owych, tak popularnych rowerów publicznych polskie miasta co roku dopłacają, bo systemy nie są w stanie same się utrzymać.

Jak obliczył w zeszłym roku „Portal Samorządowy”, co roku miasta „dorzucają” po kilka milionów, by utrzymać systemy rowerów miejskich. W efekcie, za rowery warte od dwustu do czterystu złotych miasta płacą blisko dziesięć razy więcej.

Koszty rosną, bo do utrzymania jest też cała infrastruktura „okołosystemowa”, czyli – poza rowerami – wiaty, stojaki, obsługa czy serwisowanie.

Dla przykładu, w Warszawie orientacyjny koszt jednego sezonu rowerowego to dla miasta cztery i pół miliona złotych. Nie pokrywają tego wpływy z wypożyczeń, które w 2016 roku wyniosły około 1,7 mln zł. Znaczna część przejażdżek trwała bowiem krócej niż 20 minut, a więc była darmowa.

W Łodzi system Roweru Publicznego jest wyjątkowo popularny a mieszkańcy biją europejskie rekordy jeśli chodzi o ilość wypożyczeń. Koszt systemu wyniósł ponad pięć milionów zł, zaś w 2016 roku wpływy z wypożyczeń wyniosły blisko 500 tysięcy. Podobnie wygląda sytuacja w innych miastach, które postawiły na rozwój systemu rowerów miejskich. Tyle że konieczność dopłacania do tego środka transportu większości samorządów nie zniechęca, bo traktują rowery miejskie jako sposób na rozładowanie ruchu w mieście i poprawę jakości powietrza.

Trudno uciec od wrażenia, że nasi samorządowcy w kwestii rozbudowy infrastruktury rowerowej wciąż robią znacznie mniej, niż by mogli i niż powinni. Rower w miastach nie jest już (o ile kiedykolwiek był), sportem ekstremalnym dla garstki zapaleńców ubranych w obcisłe stroje z lycry. Jest ważnym składnikiem sieci transportowej. Codzienne podróże do pracy czy do szkoły, o długości nieprzekraczającej dziesięciu kilometrów, mogą być na rowerze realizowane przez osoby prawie w każdym wieku. Mogą, pod warunkiem, że nie trzeba się tym rowerem przeciskać w korku razem z autami albo, co gorsza, jechać razem z nimi dwupasmową drogą. Tylko przyjazna rowerzystom infrastruktura może sprawić, że jednoślady będą odciążać komunikację miejską i drogi. I nie jest to żadna lewacka fanaberia, ale potwierdzony dziesiątkami przykładów miast na całym świecie fakt.

W najbardziej kompleksowy sposób opisał go, jak do tej pory, na polskim rynku wydawniczym Peter Walker, w wydanej w październiku tego roku w wydawnictwie Wysoki Zamek książce „Jak rowery mogą uratować świat”. Brytyjski dziennikarz przekopał się przez tysiące stron raportów o transporcie, bezpieczeństwie, wypadkach i wpływie ruchu na nasze zdrowie i dowodzi jednego: tylko sieć dróg, na których rowerzyści nie są narażeni na ciągły i bezpośredni kontakt z autami, sprawia, że bezpiecznie i chętnie na jednośladzie jeżdżą dzieci, kobiety, mężczyźni, czy osoby starsze. Dlatego, jeśli ktoś mówi, że nie ma sensu budować dróg rowerowych, bo tylko 2-4 procent podróży w miastach odbywa się na dwóch kółkach, myli kolejność. Najpierw musi powstać dobra infrastruktura, dopiero wtedy rowerzystów pojawia się więcej.

Niestety, prawie trzydzieści lat po transformacji ustrojowej żadne polskie miasto nie dorobiło się zwartej, sensownie połączonej sieci wydzielonych dróg dla rowerów. Lub przynajmniej takich, które biegną ulicami o uspokojonym ruchu, jeśli – tak jest na przykład w ścisłych centrach miast – wyznaczenie drogi wydzielonej nie jest możliwe. Owszem, jest o niebo lepiej niż dekadę temu. Po Warszawie, Gdańsku, Krakowie czy Wrocławiu można już całkiem sporymi odcinkami jechać wygodnie i bezpiecznie. I widać od razu, że za poprawą infrastruktury, zwiększyła się liczba rowerzystów. Ale jeśli spojrzymy na wydatki, zobaczymy od razu, gdzie na liście priorytetów samorządowcy mają transport rowerowy. Każde z wymienionych przeze mnie miast mogłoby mieć naprawdę wystarczającą sieć kosztem jednej-dwóch dużych inwestycji drogowych, na które to inwestycje idą w dużych ośrodkach dziesiątki milionów złotych rocznie. Po referendum w Krakowie, gdzie za rozbudową sieci rowerowej opowiedziało się aż 85 procent głosujących, policzono, że byłoby do tego potrzeba niecałych 150 milionów złotych. Budżet inwestycyjny stolicy Małopolski sięga niemalże miliarda złotych, wystarczyłoby więc rozbić 150 mln na czteroletnią kadencję i przeznaczać na drogi rowerowe po niecałe 3 procent tego budżetu. Efekt byłby znakomity dla wszystkich – także kierowców, bo część podróży do tej pory odbywanych autem, odbywałoby się rowerem i na drogach mogłoby zrobić się nieco luźniej. Czy w jakimś mieście na horyzoncie jest kandydat, który proponuje coś takiego i ma szanse wygrać? 

Na co idzie nasza kasa?

Na co miasta wydają nasze pieniądze? Skąd je w ogóle mają? Więcej kasy idzie na szkoły czy na opiekę społeczną? Więcej na stadiony czy na teatry? Na tramwaje czy na samochody? Jak dobrze ukryć zadłużenie miasta i jak rozpoznać, które miasto jest bardziej zależne od stolicy? Czy budowa róg rowerowych jest droga? Jakie były najbardziej kontrowersyjne inwestycje ostatnich lat?

To, na co samorządy wydają pieniądze, pokazuje nam, na czym realnie zależy władzom. Jeśli przekonują w kampanii, że liczą się dla nich parki, żłobki, kultura i ulgi dla seniorów, to najłatwiej powiedzieć “Sprawdzam!” zaglądając do budżetu. Szybko wyjdzie, że priorytety są gdzie indziej.

Dziennikarze Onetu, Newsweeka i Forbesa bardzo uważnie przyjrzeli się budżetom prawie trzydziestu polskich miast – od Warszawy, Krakowa i Gdańska, przez Częstochowę i Bielsko-Białą po Łomżę, Kalisz i Przemyśl. O zestaw danych poprosiliśmy biura prasowe, które przygotowały dla nas szczegółowe wyliczenia, za co wszystkim bardzo dziękujemy. Dla porównania wzięliśmy pod uwagę lata 2011 i 2017 – dwa przeciętne okresy z różnych kadencji. Sprawdzaliśmy dynamikę zmian, szukaliśmy prawidłowości, różnic, niespodziewanych trendów. Wszystkie artykuły znajdą Państwo pod adresem: wiadomosci.onet.pl/na-co-idzie-nasza-kasa.

Cały artykuł znajdziesz na wiadomosci.onet.pl

Źródło: OnetData utworzenia: 8 października 2018 00:54 –

Autorzy

MAGDALENA GAŁCZYŃSKADziennikarka Onetu

SEBASTIAN BIAŁACHDziennikarz Onetu